<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Z pamitnika nadgorliwca> 
<author_1=(wis)>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1954">
<month="2">
<date=1954-02-05>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Sobota, godz. 19-ta. 
Cho prezydium przecigno si do pna, ale poprosiem jeszcze o gos. Przewodniczcy zaznaczy, e jeli co nowego to dobrze, a jeli to co wszyscy, to odbierze mi gos. Z tym przewodniczcym to zagadnienie stoi tak, e on wedug mnie od pewnego czasu nie czuje, co myli, o czym marzy nasza modzie i tego nie docenia. 
 Towarzysze  mwi  stawiali tutaj troch spraw krytycznie i samokrytycznie, analizowali, ale aden z towarzyszy nie powiedzia, jak si teraz zaamuje u naszej modziey zagadnienie moralnoci i jak on to widzi.
To chyba troch nie tak towarzysze, co? Na przykad teraz jest karnawa O! 
Nasza modzie robi zabawy i taczy na nich; wic ja proponuj, eby na te zabawy pj i zebra troch materiau. Bo  mwi  jak my si na te zabawy nie zakradniemy, to moe si zakra wrg... Dobrze byoby, eby ta sprawa w dyskusji troch wysza i eby towarzysz przewodniczcy postawi zagadnienie, tak jak on to widzi...
Ale towarzysz przewodniczcy nie postawi zagadnienia tylko powiedzia, e musi wyj, bo ma jeszcze bardzo wane sprawy do zaatwienia. 
Dyskusja te nie wysza i nie byo w niej takiego modzieowego ognia. Wszyscy bowiem wyszli, tylko ja zostaem i jeszcze jeden towarzysz. Wic ja postawiem wniosek, ebym poszed po te materiay, te materiay do analizy zebra i pniej zreferowa zagadnienie towarzyszom. Wniosek przeszed wikszoci gosw, bo ten towarzysz powiedzia: Zbieraj  czy ja ci trzymam". 

Sobota, godz. 20-ta. 
Pjd sam, a szkoda, bo wszyscy gdzie poszli, a ja jestem przyzwyczajony dziaa w kolektywie. Jakby si taki kolektyw ustawio to mona by zagadnienie zanalizowa szerzej, gbiej i od kadej strony. Zwaszcza od tej naszej modzieowej.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
